x

Pewnie nie wiesz

Jestem niebieskookim przystojniakiem. Mam na imię Ignacy. Mam dziewięć lat. Nie jestem sam. Mój brat Maurycy ma siedem lat.
Pewnie nie wiesz, kto to jest debil? Mama powiedziała mi, że to ktoś, kto jest podobny do Pana Jezusa. Boży szaleniec. Uważa się za szczęśliwego w cierpieniu – przytoczyła mama słowa bp. Antoniego Długosza. Kiedy się urodziłem ja, a potem mój brat, ktoś powiedział, że jesteśmy debilami. Bardzo się ucieszyłem, że jestem debilem. Ja i mój brat.


ZŁE DOBREGO POCZĄTKI


Oto opowieść mojego taty. Raz, gdy mama jeszcze miała mnie w brzuchu, chciałem wyjść wcześniej na świat. Nie sposób było mnie powstrzymać. Mama płakała. A lekarz powiedział: – Nie ma co żałować. Spędzi się płód. Drugie będzie zdrowe. Mama powiedziała tacie: – Co ma być, to będzie, wszystko w rękach Boga. Tata pokiwał głową. Mama potem leżała raz w szpitalu, raz w domu. Czasem podglądała mnie na USG.

Potem się urodziłem, duży i pulchniutki. Mama tuliła mnie w ramionach. Wyszła z gabinetu lekarskiego zalana łzami. Karmiła kroplami mleka. Czasami do mleka wpadała jej łza.

– Nie poradzą sobie, to dziecko zaraz umrze, jest chore, to tragedia! – tak mówili. Ja, Ignacy, krzyczałem najmocniej, jak tylko mogłem: – Nieprawda! Moja mama i mój tata to nie życiowe fajtłapy! Idźcie już sobie! Krzyczałem tak całe pół roku. Bolała mnie skóra. Nie można było mnie dotknąć. Mama i tata przekonali wszystkich, że jestem ich skarbem, że mają siłę do chorego dziecka, że dla nich jestem taki sam jak Janek, syn sąsiada.


ZAWIJAJĄ MNIE W MUMIĘ

Mama chodziła ze mną od doktora do doktora i wykłócała się o wszystko: o diagnozę, o rehabilitację, o moje prawa. Powiedziała mi wtedy: – Słuchaj, malutki, twój Anioł Stróż nie wyrobił się z pomocą, gdy się rodziłeś, a może jeszcze coś innego zawiniło. Teraz go proś, żeby nadrobił zaległości. Mama też poprosi Wszystkich Świętych o interwencję w niebie.

Ja, Ignacy, od trzeciego miesiąca życia mam napady padaczki. Lekarze wpisali: „lekooporna”. Choroba nieuleczalna. I jeszcze wiele innych smutnych rzeczy. Gdy atak przychodzi, mama zawija mnie w mumię. Pilnuje, żebym się nie udławił. Bywa i tak, że rzuca świętymi obrazkami o podłogę. Zdejmuje wszystkie aniołki. Ustawia w szeregu i krzyczy: – Do roboty, lenie! Ratujcie dziecko!

Mama i tata chodzą ze mną do kościoła, do księdza i proszą o sakramenty święte. Mama na stoliku ma kilka książek z modlitwami. W zależności od tego, co się ze mną dzieje wieczorem, zwraca się do wyspecjalizowanych świętych: – Święty Antoni, święty Kamilu, proszę cię... Albo mówi: – Już trudno, nie moja wola, lecz Twoja… Bywa i tak, że krzyczy: – Nie zgadzam się, dlaczego moje dziecko tak cierpi? O Boże, to jest nie do zniesienia... Już nie mam siły! Mama z Matką Bożą rozmawia codziennie w duszy. Raz się z nią zgadza, raz nie. Ta współpraca z Bogiem różnie u niej wygląda.


W MAMĘ WSTĄPIŁA NIELUDZKA SIŁA

Tata mi mówi, że Maurycy jest prezentem. A było to tak: mama płakała, że boi się, że będę sam na tym padole. – Co będzie, jak umrzemy? – pytała. Powiedziała tacie: – Lekarze nas przebadali, możemy mieć drugie dziecko zdrowe, które może pomóc rozwijać się Ignacemu. Ignacy nie może być sam. Tata pokiwał głową… i nie tylko... Rodzice się nie obejrzeli, a na świecie był Maurycy. Mój brat urodził się też pulchniutki i śliczniutki. W trzecim miesiącu życia miał atak padaczki. Już sam byłem zły na Boga. Mama powiedziała: – Panie Boże, przeginasz. Tata milczał. Płakaliśmy łzami i na sucho. Mama tylko na chwilę wymiękła.

Potem stała się skałą. Powiedziała: – Nie poddam się. W mamę wstąpiła nieludzka siła. Biegała z nami od rana na rehabilitację, święciła leki, chodziła po doktorach, zamawiała Msze za lekarzy, za siebie, za wszystko. Cały czas powtarzała: – Wszystko w rękach Boga. Do tego mówiła, że Bóg ją wybrał do specjalnego zadania. A tata się bał, że mama zwariowała. – Modli się jak jakaś zakonnica – rzucał w nerwach. Ale mama robiła swoje. I wciągała w modły tatę. Mówiła tylko: – Uwierzcie, a zobaczycie cuda.


Kiedy byłem malutki, nie umiałem pić i połykać. Ani ja, ani mój brat. Ale jak udało mi się połknąć moje pierwsze jedzonko, mama skakała do góry, dzwoniła do wszystkich. – Ignacy uratowany – krzyczała – stał się cud! Kiedy braciszek połknął mleko, wydzwaniała: – Maurycy uratowany, mamy drugi cud! Potem było jeszcze wiele innych zdarzeń. Mama krzyczała w słuchawkę, że się stał kolejny cud. Tata tylko się dziwił: – Skąd ty masz tyle siły?

Mama powtarza w domu wszystkim, że Pan Bóg przycisnął ją do ściany. Zmusił do wiary. A ona się przed tym nie broniła. Dlatego że to była jedyna uczciwa propozycja z niematerialnego świata. A na dodatek od samego Pana Boga. Mama, tak jak zwykły niedowiarek, na wszelki wypadek modli się o dobrą śmierć, o to, co już było, o leki i o to, co ma być. Ja też się boję śmierci. Ja, Ignacy. I też robię amen. Mama mi o śmierci powiedziała: – Dla dzieci jak ty to jest przejście do Nieba. Termin ustala Pan Bóg. Nie pytam mamy o to przejście często. Robi się wtedy smutna.

W piątki czasem do mamy dzwoni pani, która płacze do słuchawki i słyszę, jak mama powtarza: – To nic strasznego, że dziecko będzie chore – będzie debilem – będzie downem. Może się pani czuć wybrana. Wezwana do specjalnego zadania. Oto dziecko, które załatwi pani miejsce w raju. Mama mówi: – Każdy chce żyć. Lepszy każdy byt niż niebyt. Mój tata często mówi do mamy: – Jakie te nasze dzieciaczki są kochane. Jaki świat jest piękny z nimi. Ile mamy radości. Tata bardzo kocha mnie i Maurycego. Bierze moją rękę i kładzie na swoją buzię. A potem pyta: – Kto to jest: mama czy tata?


JA, IGNACY

Chciałem jeszcze powiedzieć, że niedowidzę i niedosłyszę, i nie chodzę. Nic nie umiem zrobić. Nic sam. Mama i tata noszą mnie na rękach. I tak samo jest z Maurycym. Nas kochają rodzice nasi. Ja, Ignacy, chciałbym, żeby wszyscy rodzice kochali dzieci, takie jakie do nich przychodzą, a dokładnie wychodzą z brzucha mam, tak jak ja, Ignacy, i mój brat Maurycy.


Zdjęcia otrzymały I nagrodę w konkursie Grand Press Photo w kategorii "Życie codzienne"

Vanessa Grzybowska
Idziemy nr 9 (338), 26 lutego 2012 r.
fot. Piotr Grzybowski
Wstecz...
poniedziałek, 21 maja 2012

KOMENTARZE

Podzwonne dla Europy?

Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...

Wobec chrystianofobii

Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...

Czeka nas nowe rozdanie?

Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...

Świat pana Stefana

Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...

Patronka Bawarii

Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...

PORADY

Nasze zmartwychwstanie

Na ziemi człowiek ma inne ciało jako dziecko, inne jako dorosły, inne jeszcze na starość – a jednak ciągle pozostaje tą samą osobą. Bóg kocha nas z duszą i ciałem i po śmierci nie zmienia nas w kogoś innego - o zmartwychwstaniu ciała pisze ks. Marek Kruszewski.
Więcej...

Wizyta Gabriela

Po Niepokalanym Poczęciu drugim doniosłym wydarzeniem w życiu Maryi jest zwiastowanie. To trochę archaiczne słowo oznacza ogłoszenie, poinformowanie.
Więcej...

Niepokojące powiększenie

Węzły chłonne stanowią część układu limfatycznego. Ich rola polega na wytwarzaniu przeciwciał oraz na zatrzymywaniu komórek układu zapalnego biorącego udział w walce z zakażeniem.
Więcej...

Facebook