O honor generała
Czuję się coraz silniejsza, bo wiem, że coraz więcej ludzi nie wierzy w kłamstwa o smoleńskiej katastrofie. Walka o dobre imię mojego męża jest jednocześnie zmaganiem o honor polskich pilotów – mówi Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku.
Salon w mieszkaniu pani Ewy wygląda jak izba pamięci. Za szkłem regału biało-czerwona flaga, którą okryta byłą trumna męża, na niej czapka z ostatniego lotu generała, bez orzełka, bo nie wiadomo, co się z nim stało. Dalej urna z ziemią z miejsca katastrofy pod Smoleńskiem. Na ścianie portret generała.
– Kiedy z telewizji dowiedziałam się o tych kłamstwach, że mój mąż pod wpływem alkoholu sterował lotem, nie miałam odwagi patrzeć na jego twarz. Nie wiedziałam czy dam radę go obronić, stanąć samotnie przeciwko obcemu mocarstwu, mediom i politykom – mówi Ewa Błasik. Ogłoszenie przed dwoma tygodniami przez Prokuraturę Wojskową, że w kokpicie nie zarejestrowano głosu gen. Błasika, było także ukoronowaniem jej zmagań o honor męża.
SIŁA Z KRZYŻA
– Lot do Katynia był dla męża lotem jego życia. Wszyscy przeżywaliśmy to wydarzenie – opowiada. – Traktowaliśmy je jako misję, przygotowywaliśmy się do niej duchowo. Mąż miał reprezentować tam polskie siły powietrzne, ale także naszą rodzinę, bo wśród zamordowanych jest jego krewny. W czasie świąt wielkanocnych dużo na ten temat rozmawialiśmy. Mąż bardzo przeżywał tę podróż. Poszliśmy obydwoje do spowiedzi. Mówiłam do niego: „Andrzejku, jak wrócisz, opowiesz mi, jak tamte miejsca wyglądają”.
Ale to ona pierwsza miała zobaczyć Katyń. Sześć miesięcy po katastrofie pod Smoleńskiem pojechała tam z pielgrzymką rodzin ofiar.
– Tak się cieszę, że zdążyłam mu wtedy przed wylotem powiedzieć, że bardzo go kocham – mówi wzruszona. – Andrzej był wspaniałym mężem i ojcem. Osobą bardzo skromną i szanowaną powszechnie za osiągnięcia w lotnictwie.
Trudno wyrazić, czym jest cierpienie po stracie najbliższej osoby, a jeszcze trudniej widzieć, jak odbiera się jej dobre imię, na które zapracowała całym swoim życiem.
– Kiedy płk Edmund Klich udał się do TVN 24 do programu „Teraz My”, rozpętał tam oszczerczą kampanię. Uważam, że chciał zbudować swój wizerunek na śmierci mojego męża, co mogłoby się przydać podczas kandydowania do Senatu. Już w pierwszych dniach pobytu w Moskwie mówił, że winni są polscy lotnicy. Ale co o tupolewie może wiedzieć ekspert, który zajmował się badaniami „Iskry” – dziwi się Ewa Błasik. – Zrozumiałam, czym jest siła mediów, kiedy widziałam, jakich ekspertów zaprasza się do komentowania wydarzeń związanych z wypadkiem: osoby niemające pojęcia o temacie, w którym się wypowiadają – wspomina z żalem. – W tych trudnych dla mnie dniach często jeździłam na grób męża. Jak najwcześniej rano, żeby mnie nikt nie widział. Stałam przy krzyżu i modliłam się – mówi. – Kiedyś podszedł do mnie młody fotograf z PAP-u, powiedział: „Pani stoi tak sama pod krzyżem, jak stała Matka Boża. A wszyscy rzucają kamieniami w pani męża, polskiego generała”. Rozpłakałam się. Siłę dawała mi modlitwa do Jana Pawła II i bł. Jerzego Popiełuszki. Także modlitwa różańcowa – mówi.
Poza jednym telefonem, zaraz po katastrofie, od ministra obrony i premiera, nie mogła liczyć na żadne wsparcie i pomoc ze strony polskich władz. Dzwonili za to przyjaciele z zagranicy i dziwili się: „Ewa, jak to możliwe, że polski rząd nie broni polskich lotników?”. Wtedy największej pomocy doświadczyła z zagranicy. Razem z córką i synem zapraszana była na uroczystości przez generałów NATO, którzy darzą rodzinę Błasików wielkim szacunkiem. Zaproszono ich do amerykańskiej bazy sił powietrznych w Ramstein na odsłonięcie pomnika. Zapłakana córka pytała: „Mamo, tutaj tatuś jest bohaterem, dlaczego w Polsce tak źle o nim mówią?”.
– Dostaję ciągle maile i kartki ze słowami wsparcia – mówi Ewa Błasik o przyjaciołach z zagranicy.
Kiedy identyfikowano głosy w kokpicie, do identyfikacji nie zaproszono ani jej, ani dzieci. – A któż może znać lepiej głos męża niż żona? – mówi. – Najlepiej potraktowano nas w Prokuraturze Wojskowej, gdzie przynajmniej chciano mnie wysłuchać – wspomina. To było w czasie wykonywania ostatniej ekspertyzy, która potwierdziła, że w kokpicie nie ma głosu gen. Błasika.
– Co prawda, wzywano wtedy tylko rodziny osób, których głosy zidentyfikowano, ale pojechałam z dziećmi, zapoznałam się ze stenogramami, wysłuchałam głosów, męża nie rozpoznałam – wspomina. – Teraz już wiem, że są na to dowody, a ci, którzy chcą wmówić, że było inaczej, mają w tym chyba jakiś interes – mówi. – I nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, czy są to agenci służb specjalnych stojący po stronie Rosji?
DZIĘKUJĘ, GENERALE
Jak szanowaną osobą w Polsce i na forum międzynarodowym był gen. Błasik, świadczyły także uroczystości pogrzebowe. Przybyły delegacje z ponad 20 państw, ponad 50 sztandarów z całej Polski, studenci z Wyższej Szkoły Lotnictwa w Dęblinie trzymali w rękach czerwone róże przepasane wstążką. To było pożegnanie wielkiego człowieka.
Wstecz...
– Kiedy z telewizji dowiedziałam się o tych kłamstwach, że mój mąż pod wpływem alkoholu sterował lotem, nie miałam odwagi patrzeć na jego twarz. Nie wiedziałam czy dam radę go obronić, stanąć samotnie przeciwko obcemu mocarstwu, mediom i politykom – mówi Ewa Błasik. Ogłoszenie przed dwoma tygodniami przez Prokuraturę Wojskową, że w kokpicie nie zarejestrowano głosu gen. Błasika, było także ukoronowaniem jej zmagań o honor męża.
SIŁA Z KRZYŻA
– Lot do Katynia był dla męża lotem jego życia. Wszyscy przeżywaliśmy to wydarzenie – opowiada. – Traktowaliśmy je jako misję, przygotowywaliśmy się do niej duchowo. Mąż miał reprezentować tam polskie siły powietrzne, ale także naszą rodzinę, bo wśród zamordowanych jest jego krewny. W czasie świąt wielkanocnych dużo na ten temat rozmawialiśmy. Mąż bardzo przeżywał tę podróż. Poszliśmy obydwoje do spowiedzi. Mówiłam do niego: „Andrzejku, jak wrócisz, opowiesz mi, jak tamte miejsca wyglądają”.
Ale to ona pierwsza miała zobaczyć Katyń. Sześć miesięcy po katastrofie pod Smoleńskiem pojechała tam z pielgrzymką rodzin ofiar.
– Tak się cieszę, że zdążyłam mu wtedy przed wylotem powiedzieć, że bardzo go kocham – mówi wzruszona. – Andrzej był wspaniałym mężem i ojcem. Osobą bardzo skromną i szanowaną powszechnie za osiągnięcia w lotnictwie.
Trudno wyrazić, czym jest cierpienie po stracie najbliższej osoby, a jeszcze trudniej widzieć, jak odbiera się jej dobre imię, na które zapracowała całym swoim życiem.
– Kiedy płk Edmund Klich udał się do TVN 24 do programu „Teraz My”, rozpętał tam oszczerczą kampanię. Uważam, że chciał zbudować swój wizerunek na śmierci mojego męża, co mogłoby się przydać podczas kandydowania do Senatu. Już w pierwszych dniach pobytu w Moskwie mówił, że winni są polscy lotnicy. Ale co o tupolewie może wiedzieć ekspert, który zajmował się badaniami „Iskry” – dziwi się Ewa Błasik. – Zrozumiałam, czym jest siła mediów, kiedy widziałam, jakich ekspertów zaprasza się do komentowania wydarzeń związanych z wypadkiem: osoby niemające pojęcia o temacie, w którym się wypowiadają – wspomina z żalem. – W tych trudnych dla mnie dniach często jeździłam na grób męża. Jak najwcześniej rano, żeby mnie nikt nie widział. Stałam przy krzyżu i modliłam się – mówi. – Kiedyś podszedł do mnie młody fotograf z PAP-u, powiedział: „Pani stoi tak sama pod krzyżem, jak stała Matka Boża. A wszyscy rzucają kamieniami w pani męża, polskiego generała”. Rozpłakałam się. Siłę dawała mi modlitwa do Jana Pawła II i bł. Jerzego Popiełuszki. Także modlitwa różańcowa – mówi.
Poza jednym telefonem, zaraz po katastrofie, od ministra obrony i premiera, nie mogła liczyć na żadne wsparcie i pomoc ze strony polskich władz. Dzwonili za to przyjaciele z zagranicy i dziwili się: „Ewa, jak to możliwe, że polski rząd nie broni polskich lotników?”. Wtedy największej pomocy doświadczyła z zagranicy. Razem z córką i synem zapraszana była na uroczystości przez generałów NATO, którzy darzą rodzinę Błasików wielkim szacunkiem. Zaproszono ich do amerykańskiej bazy sił powietrznych w Ramstein na odsłonięcie pomnika. Zapłakana córka pytała: „Mamo, tutaj tatuś jest bohaterem, dlaczego w Polsce tak źle o nim mówią?”.
– Dostaję ciągle maile i kartki ze słowami wsparcia – mówi Ewa Błasik o przyjaciołach z zagranicy.
Kiedy identyfikowano głosy w kokpicie, do identyfikacji nie zaproszono ani jej, ani dzieci. – A któż może znać lepiej głos męża niż żona? – mówi. – Najlepiej potraktowano nas w Prokuraturze Wojskowej, gdzie przynajmniej chciano mnie wysłuchać – wspomina. To było w czasie wykonywania ostatniej ekspertyzy, która potwierdziła, że w kokpicie nie ma głosu gen. Błasika.
– Co prawda, wzywano wtedy tylko rodziny osób, których głosy zidentyfikowano, ale pojechałam z dziećmi, zapoznałam się ze stenogramami, wysłuchałam głosów, męża nie rozpoznałam – wspomina. – Teraz już wiem, że są na to dowody, a ci, którzy chcą wmówić, że było inaczej, mają w tym chyba jakiś interes – mówi. – I nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, czy są to agenci służb specjalnych stojący po stronie Rosji?
DZIĘKUJĘ, GENERALE
Jak szanowaną osobą w Polsce i na forum międzynarodowym był gen. Błasik, świadczyły także uroczystości pogrzebowe. Przybyły delegacje z ponad 20 państw, ponad 50 sztandarów z całej Polski, studenci z Wyższej Szkoły Lotnictwa w Dęblinie trzymali w rękach czerwone róże przepasane wstążką. To było pożegnanie wielkiego człowieka.
Wstecz...
CZYTAJ PODOBNE
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




