Mama na przegranej
Miało być więcej miejsc w żłobkach i możliwości zatrudnienia dla młodych mam. Po roku od wejścia w życie ustawy żłobkowej wiadomo już, że to porażka.
Ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech, która weszła w życie 4 lutego 2011 r., została wówczas okrzyknięta lekiem na demograficzne bolączki polskiego społeczeństwa. Resortowy program „Maluch”, który się z niej wyłonił, miał nie tylko poprawić standardy funkcjonowania instytucji opieki nad dziećmi, ale przede wszystkim zaktywizować zawodowo kobiety. Docelowo w żłobkach, klubach dziecięcych oraz pod opieką niań i dziennych opiekunów miało znaleźć się 33 proc. polskich dzieci. Liczba miejsc w tych instytucjach miała wzrosnąć o 10 tys. w 2011 r. i aż o 20 tys. w 2013. Tyle teoria.
Dziś większość ekspertów patrzy na tzw. ustawę żłobkową jak na kolejny legislacyjny bubel. Po roku od jej wprowadzenia instytucjonalną opieką objętych jest zaledwie 2 proc. dzieci, a bezrobocie wśród młodych kobiet jest zastraszająco wysokie. Specjaliści biją na alarm.
– Polska stoi na krawędzi demograficznej zapaści – ostrzega prof. Krystyna Iglicka, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych. – Musimy uczciwie przyznać, że Polaków jest dziś tylko 37 mln. W zeszłym roku po raz pierwszy odnotowaliśmy ujemny przyrost naturalny.
Prognozy są zatrważające. Według najświeższych badań współczynnik dzietności, który mówi o zastępowalności pokoleń, wynosi obecnie 1,4. Oznacza to, że większość małżeństw decyduje się na jedno dziecko. Aby następne pokolenia były tak liczne jak obecne, na dwójkę rodziców powinno przypadać co najmniej dwoje dzieci. Jeśli sprawdzą się przewidywania demografów, w roku 2050 Polska będzie miała już tylko 31 mln obywateli. Co gorsza, w dużej mierze będą to osoby w wieku poprodukcyjnym.
RACHUNEK EKONOMICZNY
– Za 20 lat będziemy najstarszym społeczeństwem Unii Europejskiej – ostrzega prof. Iglicka. Przyczyna tego stanu rzeczy dla wszystkich jest oczywista. – Rodziny prowadzą rachunek ekonomiczny. Utrzymanie dziecka jest ogromnym obciążeniem dla domowego budżetu. Zwłaszcza że płatny urlop macierzyński trwa krótko, a po jego zakończeniu rodzinie trudno utrzymać się z jednej pensji. Miejsc w państwowych żłobkach nie ma, prywatne są drogie, a nie każdego stać na opłacenie niani. Kto raz stanie w obliczu takiej sytuacji, może nie zdecydować się na kolejne dziecko – mówi prof. Iglicka.
Wydaje się więc, że inwestowanie w rodzinę powinno być najważniejszym zadaniem rządzących. Ogłaszając program „Maluch”, starali się oni przekonać społeczeństwo, że tak właśnie jest. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej na realizację programu przeznaczyło 190 mln złotych. Cóż z tego, skoro dziś już wiadomo, że kwota ta jest zdecydowanie niewystarczająca i pokrywa jedynie 50 proc. wszystkich wydatków? Resztę miały wyłożyć gminy. Okazało się jednak, że takie inwestycje są dla nich zbyt dużym obciążeniem.
MIEJSCA SĄ, CHĘTNYCH BRAK
Choć początkowo rozwiązania proponowane przez ustawę cieszyły się sporym zainteresowaniem, fala entuzjazmu opadła tak szybko, jak wezbrała. Największą porażką okazał się pomysł zatrudniania przez gminy tzw. opiekuna dziennego, czyli osoby, która we własnym bądź wskazanym przez gminę lokalu miała zajmować się trójką dzieci, jeśli te nie ukończyły roku, lub piątką dzieci do trzeciego roku życia. Opiekunowie mieli być wyłaniani przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta na drodze otwartego konkursu ofert.
– Po uzyskaniu w maju ubiegłego roku decyzji, że możemy prowadzić szkolenia m.in. dla opiekunów dziennych, sporo osób do nas dzwoniło i pytało, na jakich warunkach mogłyby zatrudnić się jako opiekunowie – mówi Anna Wierzbicka z Centrum Psychologicznego „Widnokrąg” zajmującego się m.in. szkoleniami w tym zakresie. – Od paru miesięcy nie mieliśmy już żadnego telefonu. W rezultacie nie przeprowadziliśmy żadnego szkolenia na opiekuna dziennego, bo nie udało nam się zebrać ani jednej grupy.
Zainteresowanie było tak małe, że obecnie nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle w Warszawie zostanie ogłoszony kolejny konkurs na opiekuna dziennego, skoro w poprzedniej edycji nikt w nim nie wystartował. Dlaczego pomysł, z którym wiele osób wiązało nadzieje, spalił na panewce?
– To się po prostu nie opłaca – twierdzi Maria z Warszawy, matka półtorarocznego Krzysia. Kiedy weszła w życie Ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech, postanowiła wystartować w konkursie na opiekuna dziennego. Jednak warunki konkursu okazały się odstraszające.
– Sam pomysł jest genialny – twierdzi Maria. – Mam koleżanki, które mają małe dzieci i nie chcą oddawać ich do publicznych żłobków, ale chętnie powierzyłyby je zaufanej osobie. Ja mogłabym zajmować się swoim dzieckiem i jednocześnie zarabiać, odprowadzać składki emerytalne i zdrowotne. Okazało się jednak, że nie mogę przyjąć dzieci znajomych i tych z sąsiedztwa, ale dzieci oczekujące w miejskiej kolejce.
Wstecz...
Dziś większość ekspertów patrzy na tzw. ustawę żłobkową jak na kolejny legislacyjny bubel. Po roku od jej wprowadzenia instytucjonalną opieką objętych jest zaledwie 2 proc. dzieci, a bezrobocie wśród młodych kobiet jest zastraszająco wysokie. Specjaliści biją na alarm.
– Polska stoi na krawędzi demograficznej zapaści – ostrzega prof. Krystyna Iglicka, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych. – Musimy uczciwie przyznać, że Polaków jest dziś tylko 37 mln. W zeszłym roku po raz pierwszy odnotowaliśmy ujemny przyrost naturalny.
Prognozy są zatrważające. Według najświeższych badań współczynnik dzietności, który mówi o zastępowalności pokoleń, wynosi obecnie 1,4. Oznacza to, że większość małżeństw decyduje się na jedno dziecko. Aby następne pokolenia były tak liczne jak obecne, na dwójkę rodziców powinno przypadać co najmniej dwoje dzieci. Jeśli sprawdzą się przewidywania demografów, w roku 2050 Polska będzie miała już tylko 31 mln obywateli. Co gorsza, w dużej mierze będą to osoby w wieku poprodukcyjnym.
RACHUNEK EKONOMICZNY
– Za 20 lat będziemy najstarszym społeczeństwem Unii Europejskiej – ostrzega prof. Iglicka. Przyczyna tego stanu rzeczy dla wszystkich jest oczywista. – Rodziny prowadzą rachunek ekonomiczny. Utrzymanie dziecka jest ogromnym obciążeniem dla domowego budżetu. Zwłaszcza że płatny urlop macierzyński trwa krótko, a po jego zakończeniu rodzinie trudno utrzymać się z jednej pensji. Miejsc w państwowych żłobkach nie ma, prywatne są drogie, a nie każdego stać na opłacenie niani. Kto raz stanie w obliczu takiej sytuacji, może nie zdecydować się na kolejne dziecko – mówi prof. Iglicka.
Wydaje się więc, że inwestowanie w rodzinę powinno być najważniejszym zadaniem rządzących. Ogłaszając program „Maluch”, starali się oni przekonać społeczeństwo, że tak właśnie jest. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej na realizację programu przeznaczyło 190 mln złotych. Cóż z tego, skoro dziś już wiadomo, że kwota ta jest zdecydowanie niewystarczająca i pokrywa jedynie 50 proc. wszystkich wydatków? Resztę miały wyłożyć gminy. Okazało się jednak, że takie inwestycje są dla nich zbyt dużym obciążeniem.
MIEJSCA SĄ, CHĘTNYCH BRAK
Choć początkowo rozwiązania proponowane przez ustawę cieszyły się sporym zainteresowaniem, fala entuzjazmu opadła tak szybko, jak wezbrała. Największą porażką okazał się pomysł zatrudniania przez gminy tzw. opiekuna dziennego, czyli osoby, która we własnym bądź wskazanym przez gminę lokalu miała zajmować się trójką dzieci, jeśli te nie ukończyły roku, lub piątką dzieci do trzeciego roku życia. Opiekunowie mieli być wyłaniani przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta na drodze otwartego konkursu ofert.
– Po uzyskaniu w maju ubiegłego roku decyzji, że możemy prowadzić szkolenia m.in. dla opiekunów dziennych, sporo osób do nas dzwoniło i pytało, na jakich warunkach mogłyby zatrudnić się jako opiekunowie – mówi Anna Wierzbicka z Centrum Psychologicznego „Widnokrąg” zajmującego się m.in. szkoleniami w tym zakresie. – Od paru miesięcy nie mieliśmy już żadnego telefonu. W rezultacie nie przeprowadziliśmy żadnego szkolenia na opiekuna dziennego, bo nie udało nam się zebrać ani jednej grupy.
Nie można zaopiekować się
dziećmi znajomych i z sąsiedztwa,
ale oczekującymi w miejskiej kolejce
Zainteresowanie było tak małe, że obecnie nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle w Warszawie zostanie ogłoszony kolejny konkurs na opiekuna dziennego, skoro w poprzedniej edycji nikt w nim nie wystartował. Dlaczego pomysł, z którym wiele osób wiązało nadzieje, spalił na panewce?
– To się po prostu nie opłaca – twierdzi Maria z Warszawy, matka półtorarocznego Krzysia. Kiedy weszła w życie Ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech, postanowiła wystartować w konkursie na opiekuna dziennego. Jednak warunki konkursu okazały się odstraszające.
– Sam pomysł jest genialny – twierdzi Maria. – Mam koleżanki, które mają małe dzieci i nie chcą oddawać ich do publicznych żłobków, ale chętnie powierzyłyby je zaufanej osobie. Ja mogłabym zajmować się swoim dzieckiem i jednocześnie zarabiać, odprowadzać składki emerytalne i zdrowotne. Okazało się jednak, że nie mogę przyjąć dzieci znajomych i tych z sąsiedztwa, ale dzieci oczekujące w miejskiej kolejce.
Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




