Śpiewem niosą pokój
Zaczęło się od ośmiu osób i prób po kryjomu. Dziś przy kościele Najświętszego Zbawiciela śpiewa trzydziestu studentów z niemal wszystkich warszawskich uczelni. Nie tylko przygotowują śpiew liturgiczny, ale jeżdżą z koncertami po całej Polsce.
Trwa próba generalna. Studenci z Międzyuczelnianego Chóru Akademickiego Pro Pace śpiewają pełną piersią, gra orkiestra, dyrygent Sławomir Leszczyński energicznie nadaje rytm, pracując nie tylko rękami, ale całym ciałem. Tadeusz Adamski, założyciel i opiekun chóru, przysłuchuje się z zadowoleniem.
– Od dzieciństwa kocham muzykę, przez lata systematycznie chodziłem do filharmonii. Ale zawodowo zajmuję się architekturą – mówi. Na pomysł założenia chóru wpadł niespodziewanie. W 2006 roku wraz z córką pojechał na warsztaty liturgiczno-muzyczne do Gietrzwałdu, gdzie jednym z instruktorów był Sławomir Leszczyński. – W dzień odjazdu poszedłem przed obraz Matki Bożej i nagle, nie wiem skąd, przyszedł sygnał: załóż chór w swojej parafii. Byłem oszołomiony – opowiada. – Poszedłem do Sławka i poprosiłem, żeby przyszedł następnego dnia do mojego biura, bo muszę z nim porozmawiać.
Powiedziałem mu:
– Zakładam chór akademicki, proszę, bądź dyrygentem.
– Przecież jesteśmy w biurze projektów! – zdziwił się.
– Ale chór będzie w parafii Najświętszego Zbawiciela. Na razie śpiewają dwie moje córki, ale w dwa tygodnie będziemy mieć kilkanaście osób.
– To niemożliwe!
– Będą.
Najpierw zgromadziło się osiem osób, znajomych ze scholi akademickiej, później dwanaście. Pierwsze próby odbywały się w podziemiach kościoła, po kryjomu. – W tej parafii chór został rozwiązany 25 lat temu i krążyła legenda, że tu nie będzie już więcej żadnego – wyjaśnia założyciel. – Kiedy mieliśmy już coś do zaprezentowania, poprosiłem ówczesnego proboszcza ks. prałata Bronisława Piaseckiego, żeby posłuchał i zadecydował, czy chór może istnieć. Zdziwił się, ale po wysłuchaniu z przejęciem chwycił mnie za rękę i powiedział: „Dziękuję!”
Z czasem wzrosła liczba członków, a także poziom trudności utworów. Wkrótce zaczęli dawać koncerty. W ciągu kilku lat wykonali między innymi: Koncert Papieski „Sacrum”, koncert „Pochwała Miłosierdzia”, koncert „Oratorium warszawskie – Redemptoris Mater” Piotra Pałki, „Passio Domini nostri Jesu Christi” Sebastiana Szymańskiego oraz „Białe skrzydła” Mikołaja Hertela. Śpiewają zarówno utwory klasyków, jak i współczesnych kompozytorów, w tym swojego dyrygenta Sławomira Leszczyńskiego. W repertuarze mają pieśni religijne, patriotyczne i świeckie; po polsku, po łacinie, a nawet włosku i portugalsku. Podczas występów towarzyszy im Orkiestra Symfoniczna Archi dello Spirito.
Chórzyści podkreślają, że panuje wśród nich niemal rodzinna atmosfera, a nowe osoby są serdecznie przyjmowane. – Po pierwszej próbie poczułam się, jakbym śpiewała tu już bardzo długo – wspomina Katarzyna Kozakowska. – Wszyscy starali się wciągnąć nową osobę do grupy, żeby dobrze się poczuła.
Wśród głosów przeważają soprany i alty, za to tenorów i basów jest niewielu. Studenci śmieją się, że niektórzy przychodzą, bo spodobała im się koleżanka, a potem zostają. I jest to poniekąd prawda: w chórze zawiązały się już cztery małżeństwa!
Śpiew traktują też jako formę chwalenia Boga. – Zanim dołączyłam do chóru, parę razy miałam sen, że śpiewam i dzięki temu ewangelizuję ludzi – opowiada Joanna Skotnicka. – Śpiewanie daje mi dużo radości, wręcz optymizmu życiowego. Poznałam tu też wielu wspaniałych ludzi z całej Polski.
Członkowie chóru poznają się bliżej podczas spotkań towarzyskich oraz rekreacyjnych wyjazdów do Głęboczka, na Podlasie, w rodzinne strony dyrygenta. Integrują się też podczas koncertów. A tych nie brakuje. Ostatnio w czasie długiego weekendu koncertowali dzień po dniu: w piątek w Centrum św. Ojca Pio w Węgrowie, w sobotę na spotkaniu opłatkowym Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej, a w niedzielę w kościele św. Katarzyny na Służewie.
– Przygotowanie do koncertu zależy od jego długości i trudności wykonawczej. Niektóre pieśni, jak kolędy, śpiewamy już kilka lat, wtedy wystarczą trzy tygodnie – mówi Sławomir Leszczyński. – Na nowe, trudniejsze utwory trzeba przeznaczyć około półtora miesiąca.
Natomiast dobór repertuaru zależy od rodzaju koncertu. – Ważne, żeby słuchacze byli zadowoleni, żeby nikt się nie nudził – tłumaczy dyrygent. – Nie mogę też zaproponować materiału banalnego, chórzyści muszą coś z siebie dać, żeby mieli z tego satysfakcję. Nie biorą za występy żadnego wynagrodzenia, robią to, żeby zobaczyć czyjś uśmiech albo usłyszeć miłe słowo.
Hanna Dębska
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
fot. arch. Chóru Pro Pace
Wstecz...
– Od dzieciństwa kocham muzykę, przez lata systematycznie chodziłem do filharmonii. Ale zawodowo zajmuję się architekturą – mówi. Na pomysł założenia chóru wpadł niespodziewanie. W 2006 roku wraz z córką pojechał na warsztaty liturgiczno-muzyczne do Gietrzwałdu, gdzie jednym z instruktorów był Sławomir Leszczyński. – W dzień odjazdu poszedłem przed obraz Matki Bożej i nagle, nie wiem skąd, przyszedł sygnał: załóż chór w swojej parafii. Byłem oszołomiony – opowiada. – Poszedłem do Sławka i poprosiłem, żeby przyszedł następnego dnia do mojego biura, bo muszę z nim porozmawiać.
Powiedziałem mu:
– Zakładam chór akademicki, proszę, bądź dyrygentem.
– Przecież jesteśmy w biurze projektów! – zdziwił się.
– Ale chór będzie w parafii Najświętszego Zbawiciela. Na razie śpiewają dwie moje córki, ale w dwa tygodnie będziemy mieć kilkanaście osób.
– To niemożliwe!
– Będą.
Najpierw zgromadziło się osiem osób, znajomych ze scholi akademickiej, później dwanaście. Pierwsze próby odbywały się w podziemiach kościoła, po kryjomu. – W tej parafii chór został rozwiązany 25 lat temu i krążyła legenda, że tu nie będzie już więcej żadnego – wyjaśnia założyciel. – Kiedy mieliśmy już coś do zaprezentowania, poprosiłem ówczesnego proboszcza ks. prałata Bronisława Piaseckiego, żeby posłuchał i zadecydował, czy chór może istnieć. Zdziwił się, ale po wysłuchaniu z przejęciem chwycił mnie za rękę i powiedział: „Dziękuję!”
Z czasem wzrosła liczba członków, a także poziom trudności utworów. Wkrótce zaczęli dawać koncerty. W ciągu kilku lat wykonali między innymi: Koncert Papieski „Sacrum”, koncert „Pochwała Miłosierdzia”, koncert „Oratorium warszawskie – Redemptoris Mater” Piotra Pałki, „Passio Domini nostri Jesu Christi” Sebastiana Szymańskiego oraz „Białe skrzydła” Mikołaja Hertela. Śpiewają zarówno utwory klasyków, jak i współczesnych kompozytorów, w tym swojego dyrygenta Sławomira Leszczyńskiego. W repertuarze mają pieśni religijne, patriotyczne i świeckie; po polsku, po łacinie, a nawet włosku i portugalsku. Podczas występów towarzyszy im Orkiestra Symfoniczna Archi dello Spirito.
Chórzyści podkreślają, że panuje wśród nich niemal rodzinna atmosfera, a nowe osoby są serdecznie przyjmowane. – Po pierwszej próbie poczułam się, jakbym śpiewała tu już bardzo długo – wspomina Katarzyna Kozakowska. – Wszyscy starali się wciągnąć nową osobę do grupy, żeby dobrze się poczuła.
Wśród głosów przeważają soprany i alty, za to tenorów i basów jest niewielu. Studenci śmieją się, że niektórzy przychodzą, bo spodobała im się koleżanka, a potem zostają. I jest to poniekąd prawda: w chórze zawiązały się już cztery małżeństwa!
Śpiew traktują też jako formę chwalenia Boga. – Zanim dołączyłam do chóru, parę razy miałam sen, że śpiewam i dzięki temu ewangelizuję ludzi – opowiada Joanna Skotnicka. – Śpiewanie daje mi dużo radości, wręcz optymizmu życiowego. Poznałam tu też wielu wspaniałych ludzi z całej Polski.
Członkowie chóru poznają się bliżej podczas spotkań towarzyskich oraz rekreacyjnych wyjazdów do Głęboczka, na Podlasie, w rodzinne strony dyrygenta. Integrują się też podczas koncertów. A tych nie brakuje. Ostatnio w czasie długiego weekendu koncertowali dzień po dniu: w piątek w Centrum św. Ojca Pio w Węgrowie, w sobotę na spotkaniu opłatkowym Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej, a w niedzielę w kościele św. Katarzyny na Służewie.
– Przygotowanie do koncertu zależy od jego długości i trudności wykonawczej. Niektóre pieśni, jak kolędy, śpiewamy już kilka lat, wtedy wystarczą trzy tygodnie – mówi Sławomir Leszczyński. – Na nowe, trudniejsze utwory trzeba przeznaczyć około półtora miesiąca.
Natomiast dobór repertuaru zależy od rodzaju koncertu. – Ważne, żeby słuchacze byli zadowoleni, żeby nikt się nie nudził – tłumaczy dyrygent. – Nie mogę też zaproponować materiału banalnego, chórzyści muszą coś z siebie dać, żeby mieli z tego satysfakcję. Nie biorą za występy żadnego wynagrodzenia, robią to, żeby zobaczyć czyjś uśmiech albo usłyszeć miłe słowo.
Hanna Dębska
Idziemy nr 5 (334), 29 stycznia 2012 r.
fot. arch. Chóru Pro Pace
Wstecz...
CZYTAJ PODOBNE
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




