Mazowsze w opałach
Kukułeczka kuka i pieniędzy szuka – nucili na Placu Bankowym artyści z Mazowsza. Nie chcą śpiewać i tańczyć za głodowe pensje. Od sześciu lat nie mieli podwyżki.
Członkowie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca Mazowsze domagają się zwiększenia dotacji dla zespołu i podwyżki płac. Artyści rozpoczęli strajk już kilka dni wcześniej. Oflagowali swoją siedzibę w Karolinie, czyli Matecznik Mazowsze. Przerwali pracę i zebrali się w sali widowiskowej. W czwartek protest trwał od godz. 12 do 14. W piątek rozpoczął się o godz. 9 i trwał osiem godzin. Samorząd Województwa Mazowieckiego, któremu zespół obecnie podlega utrzymuje, że nie może zwiększyć nakładów na zespół. Artyści postanowili więc przyjechać w dniu sesji mazowieckiego sejmiku, który miał zadecydować o wysokości dotacji dla Mazowsza z budżetu województwa.
Obecnie pensje artystów wynoszą od 1400 zł brutto dla młodszych adeptów do 2 tys. zł brutto dla pracowników po 20 latach pracy. Od sześciu lat członkowie zespołu nie mieli żadnej podwyżki. – To nie wystarcza dzisiaj na utrzymanie rodziny i normalne życie. Do tego artyści nie mają zapewnionych masaży, gabinetów odnowy biologicznej. Za wszystko muszą płacić sami – niosły się spod ratusza przez megafon narzekania protestujących.
Zespół Mazowsze istnieje od ponad 60 lat. Założyli go kompozytor Tadeusz Sygietyński i jego żona, gwiazda przedwojennych scen, Mira Zimińska-Sygietyńska. Zespół miał uchronić od zapomnienia i popularyzować polską kulturę ludową. Sygietyńscy nazywali go dziełem swojego życia
PUPIL DAWNEJ WŁADZY
Od samego początku nazywany był ambasadorem polskiej kultury na świecie. Tzw. pion artystyczny Mazowsza – balet, chór i orkiestra – liczy ponad stu pracowników. Szczyty popularności zespół zdobywał w okresie komunizmu, kiedy był hołubiony przez władze. Artyści Mazowsza należeli do nielicznych szczęśliwców, którzy zza żelaznej kurtyny mogli wyjeżdżać za granicę. Początkowo za wschodnią, do „bratniego kraju”, jakim był Związek Radziecki. Koncertowali przed dygnitarzami państwowymi, wykonując nie tylko repertuar ludowy, ale również utwory wówczas poprawne politycznie. Mimo dużych forów, przekazywane z pokolenia na pokolenia anegdoty sugerują, że nie obywało się bez problemów. Podobno pewnego razu na koncert w Teatrze Bolszoj spóźnił się Nikita Chruszczow. Zespół śpiewał wówczas akurat piosenkę o „Świniarzu” z tekstem „i choć padało, choć było ślisko, to się przywlekło to świniorzysko”. Po tym zdarzeniu ówczesna dyrektor Mira Zimińska-Sygietyńska została wezwana na dywanik.
Mimo kilku tego typu faux pas zespół korzystał z dobrodziejstw, także tzw. zachodniego świata i miał dostęp do towarów, o jakich innym w Polsce się nawet nie śniło.
TRZECI KONCERT TO RYZYKO
Ale czasy się zmieniają. Po otwarciu granic Mazowszu także można pozazdrościć zagranicznych podróży. Sami członkowie zespołu przyznają, że gdyby nie Mazowsze, nie poznaliby świata od USA, Kanady, Brazylii przez Europę, Izrael, Liban, Jordanię. Mazowsze jednak przestało mieć monopol na promocję polskiej kultury ludowej. Pojawiła się konkurencja z nowymi sposobami przekazywania polskiej tradycji. Dzisiaj na scenie działają zespoły, które w chwytliwy sposób łączą muzykę popularną z tradycyjną, czym przyciągają zarówno młodą publiczność, jak i miłośników tradycji. Choć nie otrzymują dotacji od państwa, na wolnym rynku świetnie sobie radzą, sprzedają płyty i koncertują. Coraz większą popularnością, także za granicą, ciszy się polska sztuka inspirowana folklorem, ale współczesna.
– Koncerty Mazowsza wciąż się sprzedają, ale w ograniczonej liczbie. Rocznie dajemy 70-100 koncertów, w ubiegłym roku były 83 koncerty. Wcześniej prawie sto. Rynek jest w jakiś sposób nasycony. Wiemy, że na jeden koncert w miesiącu będziemy mieć komplet, ale gdybyśmy planowali drugi, nie byłoby tak dobrze, a trzeci byłby ryzykiem – mówi rzecznik prasowy zespołu Michał Haber.
Zespół ma w repertuarze pieśni i tańce z 42 regionów Polski. Tradycyjny repertuar zasadniczo się nie zmienia od wielu lat, jest tylko nieco modyfikowany. Zespół słynie też z koncertów kolęd i koncertuje w kościołach. Nie idzie to w parze z sukcesem finansowym. Nierzadko pojedynczy artysta za koncert dostaje zaledwie 50 zł.
– Staramy się wprowadzać nowe pomysły. Ostatnio zorganizowałam widowisko złożone z tańców narodowych przy akompaniamencie pianina: polonez, krakowiak, kujawiak, oberek i mazur. Była pełna sala. Kolejny koncert na 17 kwietnia jest już sprzedany – mówi Grażyna Jagodzińska, impresario Mazowsza. – Organizujemy także warsztaty edukacyjne dla szkół czy koncerty inspirowane muzyką ludową, by zainteresować dzieci i młodzież. Kolejny pomysł to karnawałowy koncert musicalowy. W wykonaniu orkiestry i chóru prezentowana jest muzyka rozrywkowa, a artyści nie występują w strojach ludowych, ale musicalowych. Wykonują przeboje operowe, musicalowe, operetkowe. Chcemy pokazać, że nasi muzycy to świetnie wykształceni ludzie. Wyszukuję festiwale, w których zespół uczestniczy. Staramy się o udział w XI Festiwalu Piosenki Znanej i Nieznanej w Sosnowcu, prezentujemy koncerty w Krynicy – dodaje. – Nie wyobrażam sobie, żeby artyści Mazowsza dla pieniędzy zatrudniali się do śpiewania na weselach – oświadcza.
W ramach popularyzacji sztuki ludowej niedawno odbywał się „Taneczny styczeń z Mazowszem” w Centrum Janki. Artyści uczyli dzieci pieśni i tańców ludowych. Można było także przymierzyć stroje.
ROTACJA W MATECZNIKU
W zespole panuje spora rotacja. Wiele osób poza pracą artystyczną w Mazowszu studiuje – nie zawsze kierunki artystyczne – i po studiach odchodzi do innej pracy. Śpiewaczka operowa Maria Fołtyn, odtwórczyni słynnej roli Halki w Operze Stanisława Moniuszki, nieraz utyskiwała, że poziom artystyczny zespołu podupadł. Dla niektórych praca w Mazowszu jest etapem przejściowym w rozwoju artystycznym. – Marcin Mroziński jest solistą Teatru Wielkiego. Nasi wychowankowie pracują m.in. w Teatrze Muzycznym w Łodzi, w operze w Bydgoszczy – mówi Grażyna Jagodzińska.
Kilka lat temu zespół otrzymał jedną z największych unijnych dotacji – 67 mln zł. Pieniądze zostały przeznaczone na budowę centrum folklorystycznego z nową salą widowiskową w Karolinie, tzw. Matecznik-Mazowsze. Dla porównania: Szpital Bródnowski otrzymał wtedy niespełna 600 tys., dzięki którym zmodernizował system neuronawigacji potrzebny do operacji układu nerwowego.
Obecnie w Mateczniku odbywają się koncerty. – Przyjeżdża do nas coraz więcej warszawiaków. Chcemy zapraszać także artystów z różnych stron Europy i świata. Na razie pomysł ten jest w fazie początkowej, ale w zamyśle nasz Matecznik ma być centrum kultury europejskiej, by pokazywać, jak bogaty jest folklor na świecie – mówi Grażyna Jagodzińska. Utrzymanie centrum folklorystycznego generuje jednak koszty przekraczające 2 mln zł rocznie.
SPÓR ZBIOROWY
Biuro prasowe urzędu marszałkowskiego przyznaje, że samorząd województwa „w pełni rozumie i popiera argumenty pracowników zespołu dotyczące postulatów płacowych”, jednak z uwagi na wyjątkowo trudną sytuację finansową, spowodowaną m.in. wyższym niż przed rokiem „janosikowym”, zarząd województwa został zmuszony „nie tylko do oszczędności, ale także rezygnacji z szeregu kluczowych dla regionu inwestycji”. Biuro zaznaczyło, że w takiej sytuacji „realizacja postulatów płacowych nie jest możliwa”. W tym roku zmniejszono dotacje dla wszystkich podległych mu instytucji o 15 proc. Mazowsze otrzymało w 2012 r. dotację w wysokości 7,45 mln zł. – Artyści domagali od dyrektora Kalinowskiego podjęcia kroków w celu przyznania podwyżki w wysokości 1 tys. zł. Dyrektor nie miał możliwości przyznania swoim artystom podwyżki. Oddał się do dyspozycji marszałka województwa.
Powstał spór zbiorowy. – Mediacje zakończyły się protokołem rozbieżności i w referendum ze 120 osób większość opowiedziała się za strajkiem – mówi rzecznik prasowy. – A kto strajkuje, to inna sprawa – dodaje. Od tygodnia obowiązki dyrektora pełni Włodzimierz Izban. Rzecznik prasowy zapewnia, że koncerty odbywają się zgodnie z planem. Przyznaje, że potrzeby artystów są ogromne.
Wstecz...
Obecnie pensje artystów wynoszą od 1400 zł brutto dla młodszych adeptów do 2 tys. zł brutto dla pracowników po 20 latach pracy. Od sześciu lat członkowie zespołu nie mieli żadnej podwyżki. – To nie wystarcza dzisiaj na utrzymanie rodziny i normalne życie. Do tego artyści nie mają zapewnionych masaży, gabinetów odnowy biologicznej. Za wszystko muszą płacić sami – niosły się spod ratusza przez megafon narzekania protestujących.
Zespół Mazowsze istnieje od ponad 60 lat. Założyli go kompozytor Tadeusz Sygietyński i jego żona, gwiazda przedwojennych scen, Mira Zimińska-Sygietyńska. Zespół miał uchronić od zapomnienia i popularyzować polską kulturę ludową. Sygietyńscy nazywali go dziełem swojego życia
PUPIL DAWNEJ WŁADZY
Od samego początku nazywany był ambasadorem polskiej kultury na świecie. Tzw. pion artystyczny Mazowsza – balet, chór i orkiestra – liczy ponad stu pracowników. Szczyty popularności zespół zdobywał w okresie komunizmu, kiedy był hołubiony przez władze. Artyści Mazowsza należeli do nielicznych szczęśliwców, którzy zza żelaznej kurtyny mogli wyjeżdżać za granicę. Początkowo za wschodnią, do „bratniego kraju”, jakim był Związek Radziecki. Koncertowali przed dygnitarzami państwowymi, wykonując nie tylko repertuar ludowy, ale również utwory wówczas poprawne politycznie. Mimo dużych forów, przekazywane z pokolenia na pokolenia anegdoty sugerują, że nie obywało się bez problemów. Podobno pewnego razu na koncert w Teatrze Bolszoj spóźnił się Nikita Chruszczow. Zespół śpiewał wówczas akurat piosenkę o „Świniarzu” z tekstem „i choć padało, choć było ślisko, to się przywlekło to świniorzysko”. Po tym zdarzeniu ówczesna dyrektor Mira Zimińska-Sygietyńska została wezwana na dywanik.
Mimo kilku tego typu faux pas zespół korzystał z dobrodziejstw, także tzw. zachodniego świata i miał dostęp do towarów, o jakich innym w Polsce się nawet nie śniło.
TRZECI KONCERT TO RYZYKO
Ale czasy się zmieniają. Po otwarciu granic Mazowszu także można pozazdrościć zagranicznych podróży. Sami członkowie zespołu przyznają, że gdyby nie Mazowsze, nie poznaliby świata od USA, Kanady, Brazylii przez Europę, Izrael, Liban, Jordanię. Mazowsze jednak przestało mieć monopol na promocję polskiej kultury ludowej. Pojawiła się konkurencja z nowymi sposobami przekazywania polskiej tradycji. Dzisiaj na scenie działają zespoły, które w chwytliwy sposób łączą muzykę popularną z tradycyjną, czym przyciągają zarówno młodą publiczność, jak i miłośników tradycji. Choć nie otrzymują dotacji od państwa, na wolnym rynku świetnie sobie radzą, sprzedają płyty i koncertują. Coraz większą popularnością, także za granicą, ciszy się polska sztuka inspirowana folklorem, ale współczesna.
– Koncerty Mazowsza wciąż się sprzedają, ale w ograniczonej liczbie. Rocznie dajemy 70-100 koncertów, w ubiegłym roku były 83 koncerty. Wcześniej prawie sto. Rynek jest w jakiś sposób nasycony. Wiemy, że na jeden koncert w miesiącu będziemy mieć komplet, ale gdybyśmy planowali drugi, nie byłoby tak dobrze, a trzeci byłby ryzykiem – mówi rzecznik prasowy zespołu Michał Haber.
Zespół ma w repertuarze pieśni i tańce z 42 regionów Polski. Tradycyjny repertuar zasadniczo się nie zmienia od wielu lat, jest tylko nieco modyfikowany. Zespół słynie też z koncertów kolęd i koncertuje w kościołach. Nie idzie to w parze z sukcesem finansowym. Nierzadko pojedynczy artysta za koncert dostaje zaledwie 50 zł.
– Staramy się wprowadzać nowe pomysły. Ostatnio zorganizowałam widowisko złożone z tańców narodowych przy akompaniamencie pianina: polonez, krakowiak, kujawiak, oberek i mazur. Była pełna sala. Kolejny koncert na 17 kwietnia jest już sprzedany – mówi Grażyna Jagodzińska, impresario Mazowsza. – Organizujemy także warsztaty edukacyjne dla szkół czy koncerty inspirowane muzyką ludową, by zainteresować dzieci i młodzież. Kolejny pomysł to karnawałowy koncert musicalowy. W wykonaniu orkiestry i chóru prezentowana jest muzyka rozrywkowa, a artyści nie występują w strojach ludowych, ale musicalowych. Wykonują przeboje operowe, musicalowe, operetkowe. Chcemy pokazać, że nasi muzycy to świetnie wykształceni ludzie. Wyszukuję festiwale, w których zespół uczestniczy. Staramy się o udział w XI Festiwalu Piosenki Znanej i Nieznanej w Sosnowcu, prezentujemy koncerty w Krynicy – dodaje. – Nie wyobrażam sobie, żeby artyści Mazowsza dla pieniędzy zatrudniali się do śpiewania na weselach – oświadcza.
W ramach popularyzacji sztuki ludowej niedawno odbywał się „Taneczny styczeń z Mazowszem” w Centrum Janki. Artyści uczyli dzieci pieśni i tańców ludowych. Można było także przymierzyć stroje.
ROTACJA W MATECZNIKU
W zespole panuje spora rotacja. Wiele osób poza pracą artystyczną w Mazowszu studiuje – nie zawsze kierunki artystyczne – i po studiach odchodzi do innej pracy. Śpiewaczka operowa Maria Fołtyn, odtwórczyni słynnej roli Halki w Operze Stanisława Moniuszki, nieraz utyskiwała, że poziom artystyczny zespołu podupadł. Dla niektórych praca w Mazowszu jest etapem przejściowym w rozwoju artystycznym. – Marcin Mroziński jest solistą Teatru Wielkiego. Nasi wychowankowie pracują m.in. w Teatrze Muzycznym w Łodzi, w operze w Bydgoszczy – mówi Grażyna Jagodzińska.
Kilka lat temu zespół otrzymał jedną z największych unijnych dotacji – 67 mln zł. Pieniądze zostały przeznaczone na budowę centrum folklorystycznego z nową salą widowiskową w Karolinie, tzw. Matecznik-Mazowsze. Dla porównania: Szpital Bródnowski otrzymał wtedy niespełna 600 tys., dzięki którym zmodernizował system neuronawigacji potrzebny do operacji układu nerwowego.
Obecnie w Mateczniku odbywają się koncerty. – Przyjeżdża do nas coraz więcej warszawiaków. Chcemy zapraszać także artystów z różnych stron Europy i świata. Na razie pomysł ten jest w fazie początkowej, ale w zamyśle nasz Matecznik ma być centrum kultury europejskiej, by pokazywać, jak bogaty jest folklor na świecie – mówi Grażyna Jagodzińska. Utrzymanie centrum folklorystycznego generuje jednak koszty przekraczające 2 mln zł rocznie.
SPÓR ZBIOROWY
Biuro prasowe urzędu marszałkowskiego przyznaje, że samorząd województwa „w pełni rozumie i popiera argumenty pracowników zespołu dotyczące postulatów płacowych”, jednak z uwagi na wyjątkowo trudną sytuację finansową, spowodowaną m.in. wyższym niż przed rokiem „janosikowym”, zarząd województwa został zmuszony „nie tylko do oszczędności, ale także rezygnacji z szeregu kluczowych dla regionu inwestycji”. Biuro zaznaczyło, że w takiej sytuacji „realizacja postulatów płacowych nie jest możliwa”. W tym roku zmniejszono dotacje dla wszystkich podległych mu instytucji o 15 proc. Mazowsze otrzymało w 2012 r. dotację w wysokości 7,45 mln zł. – Artyści domagali od dyrektora Kalinowskiego podjęcia kroków w celu przyznania podwyżki w wysokości 1 tys. zł. Dyrektor nie miał możliwości przyznania swoim artystom podwyżki. Oddał się do dyspozycji marszałka województwa.
Powstał spór zbiorowy. – Mediacje zakończyły się protokołem rozbieżności i w referendum ze 120 osób większość opowiedziała się za strajkiem – mówi rzecznik prasowy. – A kto strajkuje, to inna sprawa – dodaje. Od tygodnia obowiązki dyrektora pełni Włodzimierz Izban. Rzecznik prasowy zapewnia, że koncerty odbywają się zgodnie z planem. Przyznaje, że potrzeby artystów są ogromne.
Idziemy nr 7 (336), 12 lutego 2012 r.
fot. Michał Ziółkowski/Idziemy
fot. Michał Ziółkowski/Idziemy
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...







