Superpaństwo Europa
Polityka unijnego solidaryzmu i wyrównywania szans wyraźnie dobiega końca. Co to oznacza dla takich „dużych średniaków”, jak my? – pyta Krzysztof Ziemiec.
Zawirowania w Grecji i wokół całej strefy euro każą zadawać pytanie: co dalej? Zdania są podzielone, zarówno w gronie unijnych przywódców, jak i obserwatorów. W polskiej prasie zauważalny jest w ostatnich dniach ton nawołujący do jeszcze ściślejszej integracji, cokolwiek miałoby to oznaczać. „Albo polityczna integracja Unii, albo chaos” – to tylko pierwsze z brzegu hasło z ostatnich wydań.
Nie ulega wątpliwości, że Unia w obecnym kształcie przeżywa kryzys. Widać też, że nie ma zgody, aby jakiś wspólny plan miałby zadowolić wszystkich. Kraje silne i chcące dominować nie widzą powodu, aby ciągle dotować i ciągnąć słabeuszy. Polityka unijnego solidaryzmu i wyrównywania szans wyraźnie dobiega końca! Co to oznacza dla takich „dużych średniaków” jak my?
Ano właśnie! Teoretycznie lepiej byłoby się znaleźć w tzw. twardym jądrze, które podejmuje decyzje. Bo nie ma wątpliwości, że jak na razie jesteśmy poza nim. Tylko czy ktoś nas tam chce, czy my się tam nadajemy i jakie mamy propozycje? A przede wszystkim: czy my tego chcemy i na jakich warunkach? Chciałbym poznać pogląd na tę sprawę naszych czołowych polityków – ale ci milczą! Albo się ukryli (i w skrytości układają koalicję) albo nie mają nic do powiedzenia i jadą na „europejskiej fali”, albo są zajęci własnymi – czytaj: partyjnymi – problemami. A przecież w obliczu nieuchronnych zmian i pukającego do drzwi kryzysu należałoby podyskutować o kluczowych sprawach dla naszej przyszłości.
Pomysł silnego europaństwa teoretycznie może być pociągający. Tylko ono byłoby w stanie konkurować z Dalekim Wschodem, Ameryką czy stawiać czoła energetycznym planom Rosji. Ale na jakich warunkach miałoby ono powstać? Jakie kryteria przyjąć? Czyj głos i jak miałby się liczyć? Z jednej strony widać, że blokująca wszystkie zmiany Grecja (czy ktokolwiek inny) to ciągle zaciągnięty hamulec dla całej strefy. Z drugiej strony, pewnie tak jednoznacznie byśmy o tym nie myśleli, gdyby to dotyczyło nas. Polacy już nieraz słyszeli, że nie wykorzystali okazji, aby milczeć. Nikt w UE też nie chce, aby to Polska próbowała nadawać ton. W czasie naszej prezydencji nikt nas nawet nie prosił o jakiekolwiek mediacje w tych sprawach.
Wróćmy do superpaństwa: istnieje wszak uzasadniona obawa, że zdominowana przez lewicowo-liberalnych polityków Bruksela wprowadziłaby zamiast prostych zasad czystego kapitalizmu kolejne regulacje. Zmusiłaby niektórych do ograniczenia samostanowienia, co w istocie groziłoby nam marginalizacją. Już teraz widać, że obecny w UE dwugłos niemiecko-francuski to symbol dominacji największych państw, a nie zasady uzgadniania wszystkiego ze wszystkimi.
Kilku polityków zaproponowało ostatnio, aby wykorzystać obecny kryzys i teraz właśnie przyjąć euro! Choć to zupełnie nierealne, a okoliczności każą się mocno zastanawiać nad akcesem do strefy euro w ogóle. Sytuacja gospodarcza pokazuje bowiem, że posiadanie własnej waluty jest dla nas korzystniejsze, bo daje możliwość pobudzania gospodarki. W ten sam sposób przed 10 laty odbudowała po kryzysie swoją gospodarkę Argentyna. A teraz mogłaby to samo zrobić Grecja, która stałaby się bardziej konkurencyjna.
Ale jest jeszcze inne niebezpieczeństwo superpaństwa. Gdy kryzys minie – a kiedyś musi – to może z tego wszystkiego zostać tylko projekt europejskiego państwa laickiego, zakazującego wielu spraw i postaw, do których my jesteśmy przywiązani. Restrykcje mogą dotyczyć – kto wie, bo historia pokazuje, że to jest możliwe – nawet wszelkich narodowych i patriotycznych symboli, bo będziemy mieli jedno superpaństwo… A to gdzie jak gdzie, ale w Europie na pewno po jakimś czasie doprowadzi do wrzenia narodów, z czym mieliśmy do czynienia choćby na początku XX wieku. Warto o tym dyskutować już dziś, bo jutro może już nie być na to czasu ani możliwości.
Krzysztof Ziemiec
Idziemy nr 46 (323), 13 listopada 2011 r.
Wstecz...
Nie ulega wątpliwości, że Unia w obecnym kształcie przeżywa kryzys. Widać też, że nie ma zgody, aby jakiś wspólny plan miałby zadowolić wszystkich. Kraje silne i chcące dominować nie widzą powodu, aby ciągle dotować i ciągnąć słabeuszy. Polityka unijnego solidaryzmu i wyrównywania szans wyraźnie dobiega końca! Co to oznacza dla takich „dużych średniaków” jak my?
Ano właśnie! Teoretycznie lepiej byłoby się znaleźć w tzw. twardym jądrze, które podejmuje decyzje. Bo nie ma wątpliwości, że jak na razie jesteśmy poza nim. Tylko czy ktoś nas tam chce, czy my się tam nadajemy i jakie mamy propozycje? A przede wszystkim: czy my tego chcemy i na jakich warunkach? Chciałbym poznać pogląd na tę sprawę naszych czołowych polityków – ale ci milczą! Albo się ukryli (i w skrytości układają koalicję) albo nie mają nic do powiedzenia i jadą na „europejskiej fali”, albo są zajęci własnymi – czytaj: partyjnymi – problemami. A przecież w obliczu nieuchronnych zmian i pukającego do drzwi kryzysu należałoby podyskutować o kluczowych sprawach dla naszej przyszłości.
Pomysł silnego europaństwa teoretycznie może być pociągający. Tylko ono byłoby w stanie konkurować z Dalekim Wschodem, Ameryką czy stawiać czoła energetycznym planom Rosji. Ale na jakich warunkach miałoby ono powstać? Jakie kryteria przyjąć? Czyj głos i jak miałby się liczyć? Z jednej strony widać, że blokująca wszystkie zmiany Grecja (czy ktokolwiek inny) to ciągle zaciągnięty hamulec dla całej strefy. Z drugiej strony, pewnie tak jednoznacznie byśmy o tym nie myśleli, gdyby to dotyczyło nas. Polacy już nieraz słyszeli, że nie wykorzystali okazji, aby milczeć. Nikt w UE też nie chce, aby to Polska próbowała nadawać ton. W czasie naszej prezydencji nikt nas nawet nie prosił o jakiekolwiek mediacje w tych sprawach.
Wróćmy do superpaństwa: istnieje wszak uzasadniona obawa, że zdominowana przez lewicowo-liberalnych polityków Bruksela wprowadziłaby zamiast prostych zasad czystego kapitalizmu kolejne regulacje. Zmusiłaby niektórych do ograniczenia samostanowienia, co w istocie groziłoby nam marginalizacją. Już teraz widać, że obecny w UE dwugłos niemiecko-francuski to symbol dominacji największych państw, a nie zasady uzgadniania wszystkiego ze wszystkimi.
Kilku polityków zaproponowało ostatnio, aby wykorzystać obecny kryzys i teraz właśnie przyjąć euro! Choć to zupełnie nierealne, a okoliczności każą się mocno zastanawiać nad akcesem do strefy euro w ogóle. Sytuacja gospodarcza pokazuje bowiem, że posiadanie własnej waluty jest dla nas korzystniejsze, bo daje możliwość pobudzania gospodarki. W ten sam sposób przed 10 laty odbudowała po kryzysie swoją gospodarkę Argentyna. A teraz mogłaby to samo zrobić Grecja, która stałaby się bardziej konkurencyjna.
Ale jest jeszcze inne niebezpieczeństwo superpaństwa. Gdy kryzys minie – a kiedyś musi – to może z tego wszystkiego zostać tylko projekt europejskiego państwa laickiego, zakazującego wielu spraw i postaw, do których my jesteśmy przywiązani. Restrykcje mogą dotyczyć – kto wie, bo historia pokazuje, że to jest możliwe – nawet wszelkich narodowych i patriotycznych symboli, bo będziemy mieli jedno superpaństwo… A to gdzie jak gdzie, ale w Europie na pewno po jakimś czasie doprowadzi do wrzenia narodów, z czym mieliśmy do czynienia choćby na początku XX wieku. Warto o tym dyskutować już dziś, bo jutro może już nie być na to czasu ani możliwości.
Krzysztof Ziemiec
Idziemy nr 46 (323), 13 listopada 2011 r.
Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




