x

Dodologia prof. Mikołejki

Społeczeństwo obywatelskie i wolność słowa nie polegają na obronie chamstwa i obrażaniu uczuć religijnych. Wręcz przeciwnie, obywatelską postawą jest sprzeciwianie się, również na drodze prawnej, pluciu na to, co dla wielu obywateli święte - pisze o. Dariusz Kowalczyk.

Te mocne słowa to opinia prof. Rocca Buttiglionego, włoskiego filozofia i polityka, wypowiedziana w wywiadzie przeprowadzonym dla „Rzeczpospolitej” przez Piotra Kowalczuka. W poprzednim tekście podjąłem refleksję na temat opinii prof. Buttiglionego, że „nie ma już intelektualistów”. Włoski filozof stwierdził, że zachodniemu intelektualiście, który odrzucił Boga i wyrzekł się porządku moralnego, brak punktu oparcia, by przeciwstawiać się złu. Co gorsza, intelektualista wykorzystuje niejednokrotnie swą erudycję, by bronić zła. Nie znam twórczości prof. Zbigniewa Mikołejki, ale wydaje się, że jego tekst, opublikowany w "Gazecie Wyborczej" w obronie Dody, może być w pewnej mierze ilustracją owego upadku intelektualistów, o którym mówił prof. Buttiglione.

Profesor Mikołejko w tekście „Młot na Dodę i wolność słowa” wykonuje zadziwiające łamańce intelektualne, by wykazać, że wyrok w sprawie Dody jest niesłuszny. Przypomnijmy, że sąd nałożył na piosenkarkę grzywnę za obrażającą uczucia religijne wypowiedź, iż Biblię „spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Mikołejko oświadcza, że Doda jest bliska prawdy, bo przecież Biblia mówi o „rozweselaniu serca winem”, Jezus przemienił wodę w wino w Kanie Galilejskiej, a o sobie mówił, że jest „szczepem winnym”. Przecierałem oczy ze zdumienia, że profesor religioznawca może wypisywać takie głupoty. Co mają wspólnego szyderstwa, że ewangeliści byli „napruci winem”, kiedy spisywali historie o Jezusie, z faktem, że w Biblii znajdujemy alegoryczne odniesienia do obrazów winnicy, winnego szczepu, wina? Co ma piernik do wiatraka?

Ale prof. Mikołejko brnie dalej i stwierdza, że „Biblia nie jest – także w chrześcijaństwie – obiektem czci religijnej”. „Owszem – przekonuje profesor – czci się Boga i Chrystusa, także Maryję i świętych, ale nie Pismo”. Jak to?! Okazuje się, że ktoś, kto uchodzi za znawcę religii, nigdy nie słyszał, iż Pismo święte jest przedmiotem adoracji, iż odbywają się uroczyste procesje z księgą Biblii, iż wreszcie dla wierzących Biblia nie jest je- dynie starożytną księgą, ale Słowem Boga. Cała Tradycja Kościoła, w tym nauczanie ostatniego Soboru, podkreśla, że gdy czyta się Pismo święte w Kościele, wówczas mówi do nas sam Bóg. Cześć, jaką otacza się Biblię, jest porównywalna z czcią okazywaną przez wiernych Eucharystii. Czy pan profesor chce być poważnym znawcą historii religii, czy raczej „dodologiem” piszącym tekściki pod publiczkę „Gazety Wyborczej”?

„Wyrok na Dodę jest po prostu wyrokiem na społeczeństwo obywatelskie” – stwierdza Zbigniew Mikołejko, kreując się na obrońcę wolności słowa. Z rzeczywistym dostępem obywateli do informacji, czyli z wolnością słowa, jest w Polsce pewien problem, ale nie ma to żadnego związku z przyzwalaniem na prymitywne obrażanie tego, co dla wielu ludzi jest godne najwyższego szacunku. Nikt nikogo nie zmusza do wiary chrześcijańskiej, w tym do uznawania Biblii za księgę natchnioną przez Boga. Można na temat Biblii mieć różne zdania, ale to nie znaczy, że mamy tolerować w przestrzeni publicznej wypowiedzi o „naprutych winem” autorach Pisma Świętego.

Społeczeństwo obywatelskie i wolność słowa nie polegają na obronie chamstwa i obrażaniu uczuć religijnych. Wręcz przeciwnie, obywatelską postawą jest sprzeciwienie się, również na drodze prawnej, pluciu na to, co dla wielu obywateli święte. Mikołejko stwierdza, że Pismo Święte należy do dziedzictwa ludzkości i każdy może je rozumieć, jak chce. Kwestia, co kto rozumie, albo raczej nie rozumie, jest dość złożona, tym niemniej wymaganie jakiegoś fundamentalnego poszanowania dla wiary innych ludzi jest podstawą społeczeństwa obywatelskiego, a nie przeszkodą w jego budowaniu. Profesor chyba nie twierdzi, że np. Holocaust każdy sobie może rozumieć, jak chce. Niechby tylko spróbował…

Na koniec prof. Mikołejko stwierdza, że wypowiedź Dody „mieści się całkowicie w obszarze ateizmu”. To opinia krzywdząca dla ateistów. Przecież do natury ateizmu wcale nie przynależy chamstwo i głupota. Normalny niewierzący potrafi uszanować Biblię jako kulturowe dziedzictwo ludzkości.


o. Dariusz Kowalczyk SJ
Autor jest wykładowcą teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie
dkowalczyk(at)jezuici.pl
Idziemy nr 6 (335), 5 lutego 2012 r.

Wstecz...
piątek, 18 maja 2012

KOMENTARZE

Podzwonne dla Europy?

Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...

Wobec chrystianofobii

Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...

Czeka nas nowe rozdanie?

Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...

Świat pana Stefana

Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...

Patronka Bawarii

Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...

PORADY

Nasze zmartwychwstanie

Na ziemi człowiek ma inne ciało jako dziecko, inne jako dorosły, inne jeszcze na starość – a jednak ciągle pozostaje tą samą osobą. Bóg kocha nas z duszą i ciałem i po śmierci nie zmienia nas w kogoś innego - o zmartwychwstaniu ciała pisze ks. Marek Kruszewski.
Więcej...

Wizyta Gabriela

Po Niepokalanym Poczęciu drugim doniosłym wydarzeniem w życiu Maryi jest zwiastowanie. To trochę archaiczne słowo oznacza ogłoszenie, poinformowanie.
Więcej...

Niepokojące powiększenie

Węzły chłonne stanowią część układu limfatycznego. Ich rola polega na wytwarzaniu przeciwciał oraz na zatrzymywaniu komórek układu zapalnego biorącego udział w walce z zakażeniem.
Więcej...

Facebook